Showing posts with label eating freak. Show all posts
Showing posts with label eating freak. Show all posts

Friday, 30 May 2014

Why am I a hypocrite and I don't want to be one any more

People from my close friend circle know perfectly well that I have got some strict rules. The rules I follow are unbreakable, please believe me ;) In certain situations, such a blind clinging to the rules is just silly and irritating but this is my philosophy of life and I'm not going to change it. However, for some time I feel like an awful hypocrite and I want to be one no longer. Let this post be my final settlement with my not always too obedient and totally politically correct behaviour. 

Osoby, które znają mnie bliżej wiedzą, że mam zasady. Zasady, których nigdy nie łamię. W niektórych sytuacjach to kurczowe trzymanie się przyjętych zasad jest wręcz głupie i irytujące, ale taką mam już filozofię i na razie nie zanosi się na zmiany. Jednak od jakiegoś czasu czuję się wstrętną hipokrytką i już dłużej być nią nie chcę. Niech ten post będzie rozliczeniem z moim nie zawsze najgrzeczniejszym i całkowicie politycznie poprawnym życiem. 

I was writing about my food philosophy and eating habits in a very comprehensive post almost exactly a year ago and now it is pretty hard for me to summarise it in just a couple of sentences. Of course you can say that it is only a healthy way of eating, but this statement is in no way exhaustive, it is only a kind of a pretext to reflect on this issue more profoundly. One proper diet does not exist, everyone should find their own way, and I don't deny any. My way of eating was influenced by many various factors: different people, situations, travels... It seems to me that at this point I'm very aware of my system, I know what it really needs and what it expects from me. We understand each other pretty well, get on and most of all we are able to listen to each other.

O swojej filozofii jedzenia pisałam prawie dokładnie rok temu w baaardzo obszernym poście i teraz trochę trudno jest mi ją streścić w tylko paru zdaniach. Bo oczywiście można napisać, że jest to po prostu zdrowy sposób odżywiania, ale to stwierdzenie w żaden sposób nie wyczerpuje tematu, jest jedynie pewnego rodzaju pretekstem do zastanowienia się, poszukania głębiej. Nie ma jedynej właściwej diety, każdy powinien znaleźć swoją drogę, a ja żadnej nie neguję. Na moją filozofię jedzenia miało wpływ wiele czynników: różni ludzie, sytuacje, podróże... Wydaje mi się, że w tym momencie jestem bardzo świadoma swojego organizmu, wiem czego potrzebuje oraz czego ode mnie oczekuje. Rozumiemy się dobrze i co najważniejsze potrafimy siebie słuchać. 

But why do I feel like a hypocrite? I do love cooking, but looking at happy people with my dishes gives even more pleasure. But unfortunately here I often cut corners because while cooking for myself I always put in first place the value and healthiness of food, but preparing every single dish for my friends and guests I'm focused primarily on taste, using PROHIBITED products. And of course you can say that I'm exaggerating, because actually I've never sink to the level of using of ready-products, and using sugar or white flour is not a crime after all however it depends for whom). But still, I feel that my dealing was not quite right. It was a betrayal of my own beliefs. I've always wanted to promote healthy eating habits and prove that if you want to change your diet you don't need to give up the pleasure of eating. But I've disappointed, especially myself.

Jednak dlaczego czuję się hipokrytką? Uwielbiam gotować, ale jeszcze większą przyjemność sprawia mi dawanie poprzez moje potrawy radości innym. I niestety tu zazwyczaj szłam na skróty, bo o ile gotując dla siebie zawsze stawiam na pierwszym miejscu wartościowość i zdrowotność danej potrawy, o tyle przygotowując jakieś danie dla znajomych skupiałam się przede wszystkim na smaku, wykorzystując przy tym produkty ZAKAZANE. I oczywiście można powiedzieć, że przesadzam, bo w końcu nigdy nie zniżyłam się do poziomu korzystania z produktów gotowych, a używanie cukru czy białej mąki przecież nie jest przestępstwem. Ale jednak czuję, że moje postępowanie nie było do końca w porządku. Było zdradą własnych poglądów. Zawsze chciałam propagować zdrowe nawyki żywieniowe, pokazywać, że zmieniając swoją dietę nie trzeba wcale rezygnować z przyjemności jedzenia. A jednak zawiodłam, przede wszystkim siebie. 

I do not want to cook playing a double game anymore. Since this very moment I will share the recipes I find not only tasty, but also valuable. Don't worry, I'm not going to lurch from one extreme to another, sometimes I'm also planning to publish some various 'sinful' recipes ;) But since now I shall not cut corners, at last then the satisfaction is much bigger.
For a good start these are three little modified by myself recipes from a very tasty (visually as well) application 'Whole Pantry'. I'm recommending them to you from the very deep of my heart. The solemn dinner of my Mother in her very day was a tremendous success :)

Nie chcę już tak dłużej gotować na dwa fronty. Od tego momentu będę się z Wami dzielić przepisami, które naprawdę uważam nie tylko za smaczne, ale i wartościowe. Bez obaw, nie zamierzam popadać w żadne skrajności, planuję także czasem publikować różne 'grzeszne' przepisy ;) Ale od tej pory nie będę już iść na łatwiznę, w końcu wtedy satysfakcja jest dużo większa. 
A oto na dobry początek trzy trochę zmodyfikowane przeze mnie przepisy z bardzo smacznej (także wizualnie) aplikacji 'Whole Pantry'. Z czystym sercem mogę je polecić pod każdym względem. Uroczysta kolacja mojej Mamy w dniu jej święta była bardzo udana :)

Macadamia & Caramel Cheesecake

Crust/ Spód 
150 grams sunflower seeds/ 150 gram nasion słonecznika
115 grams shredded coconut/ 115 gram wiórków kokosowych
60 mL honey/ 60 mL miodu
1 tablespoonful coconut oil/ 1 łyżka oleju kokosowego
1 pinch of sea salt/ szczypta soli morskiej

Grind the sunflower seeds and coconut in a blender. Add remaining ingredients and mix them gently together until mixture is coated and comes together. Flatten mixture out into an even base of a 20cm form tin. Store in fridge whilst making the filling. // Mielimy nasiona słonecznika razem z wiórkami kokosowymi w blenderze. Dodajemy pozostałe składniki i miksujemy całość na gładką masę. Rozprowadzamy masę na dnie 20cm formy do ciasta tworząc spód naszego orzechowego sernika. 

Filling/ Nadzienie: 
240 mL coconut cream/ 240 mL mleczka kokosowego
125 grams macadamia nuts/ 125 gram orzechów makadamia 
100 grams hazelnuts/ 100 gram orzechów laskowych 
120 mL coconut oil/ 120 mL oleju kokosowego
60 mL honey/ 60 mL miodu
vanilla bean/ laska wanilii 
1 lemon, juice/ sok z 1 cytryny

In a blender, add the ingredients and blend until creamy texture is achieved. Pour filling on a top of crust, place in fridge whilst making the caramel. // Używając blendera miksujemy wszystkie składniki do uzyskania gładkiej, kremowego masy. Wylewamy masę na gotowy spód ciasta i wkładamy do lodówki na czas przygotowywania karmelu. 

Caramel Topping/ Polewa karmelowa
 18 pitted medjool dates/ 18 daktyli bez pestek
120 mL coconut cream/ 120 mL mleczka kokosowego

In a blender, blend dates until a paste is formed, add coconut cream and mix in a blender together. Top the cheesecake with the date sauce and some hazelnuts. // Miksujemy daktylę na gładką pastę, dodajemy mleczko kokosowe i miksujemy jeszcze przez chwilę do połączenia składników. Dekorujemy nasz sernik polewą karmelową i orzechami laskowymi. 

Salad with Roasted Beets

4 medium sized beets/ 4 średnie buraki 
75 grams rocket/ 75 gram rukoli
1 pear, thinly sliced/ 1 cienko pokrojona gruszka
100 grams pecans, roughly chopped/ 100 gram grubo posiekanych orzechów pekan 
olive oil, balsamic vinegar, sea salt, black pepper, some lemon juice (optionally some dried herbs)/ oliwa, ocet balsamiczny, sól morska, czarny pieprz, trochę soku z cytryny (ewentualnie jakieś suszone zioła) 

sweet mustard dressing/ słodki dressing musztardowy 
1 tablespoonful dijon mustard/ 1 łyżka musztardy dijon
2 teaspoonfuls maple syrup/ 2 łyżki syropu klonowego
2 tablespoonfuls olive oil/ 2 łyżki oliwy

Add all ingredients into a small bowl and mix well to combine. // Wszystkie składniki dokładnie łączymy w małej misce. 

Preheat oven to 220 Celsius degrees. Prepare beets by scrubbing and washing well. Slice off the ends and cut into half. Cut each half into quarters. Place cut beets on lined baking tray, drizzle with olive oil and season with salt and pepper (optionally some dried herbs). Roast for 35 minutes. In the meantime prepare the pear. Place the thinly sliced one on a plate and drizzle it with some olive oil, balsamic vinegar and lemon juice and season with a pinch of salt and pepper. Store in fridge. Just before serving, in a large bowl, add all ingredients and toss through. Serve on plates and dress with prepared dressing. // Nagrzewamy piekarnik do 220 stopni. Dokładnie myjemy i obieramy buraki. Obcinamy końce i tniemy na 8 części. Wkładamy przygotowane buraki do wyłożonego papierem do pieczenia naczynia żaroodpornego, skrapiamy oliwą i przyprawiamy szczyptą soli i pieprzu (ewentualnie suszonymi ziołami). Buraki pieczemy przez 35 minut. W międzyczasie przygotowujemy gruszkę. Wykładamy cienko pokrojoną na talerzu i skrapiamy odropiną oliwy, octu balsamicznego i soku z cytryny oraz przyprawiamy szczyptą soli i pieprzu. Wkładamy do lodówki. Tuż przed podaniem delikatnie mieszamy wszystkie składniki w dużej misce. Sałatkę podajemy na talerzu polaną przygotowanym wcześniej dressingiem.

Express Chocolate Mousse

2 large, ripe bananas/ 2 duże, dojrzałe banany
½ ripe avocado/ ½ dojrzałego awokado
30 grams cacao powder/ 30 gram kakao
½ teaspoonful ground cinnamon/ ½ łyżeczki cynamonu
1 tablespoonful maple syrup/ 1 łyżka syropu klonowego
1 tablespoonful orange juice/ 1 łyżka soku pomarańczowego
some orange peel/ starta skórka pomarańczowa

Add all ingredients to a blender and blend until smooth and combined. Top with nuts and orange peel if desired. // Miksujemy wszystkie składniki w blenderze do uzyskania jednolitej, gładkiej konsystencji. Mus podajemy posypany posiekanymi orzechami i startą skórką pomarańczową (inne kombinacje także mile widziane :))

Photos: Oleszka

Sunday, 2 February 2014

My London impressions part 2

Zapraszam Was na drugą część moich londyńskich wrażeń. Już nie będę pisać żadnych wstępów, bo post sam w sobie i tak jest zdecydowanie za długi (czyli w sumie wyszło jak zwykle ;)). 

Let's watch the second part of my London impressions. I'm not going to write any introductions, because today's post is on its own far too long (all in all it came out as always ;)).

Zacznijmy od Portobello Road, czyli miejsca wręcz idealnego dla wszelkiej maści zakupoholików czy może raczej miłośników 'grzebania'. Tak, to tutaj znajduje się ten sławetny pchli targ i po prostu zatrzęsienie różnych sklepów vintage. Ech... Niestety nie dane mi było spokojne przejrzenie tych wszystkich perełek, ponieważ mój plan był dość napięty i nie przewidywał całego dnia zakupów. Ale przynajmniej przeszłam się po tej uroczej okolicy (tak, to tam są te kolorowe domki (te z 'Notting Hill') przy których każdy robi sobie zdjęcia, w tym ja :P) i dodatkowo zza chmur wyszło słońce. Było naprawdę pięknie :)

Let's start our journey from the Portobello Road, the place almost ideal for all kinds of shopaholics or rather lovers of various clutter but of course these unique ones. Here you can find this famous flea market and heaps of different vintage shops. Aargh... unfortunately, I wasn't able to browse reviewing thoroughly all these knick-knacks, because my schedule was pretty tight and it didn't project the whole day shopping. But at least I walked around this charming area (yes, there are those colorful houses (those in 'Notting Hill') at which each takes pictures, including me obviously :P) and the sun was out as well. It was a really beautiful stroll :)



Skoro już jesteśmy w temacie można powiedzieć 'handlowym', to chciałabym poruszyć jeszcze jedną ważną dla mnie kwestię. Jestem osobą, która niestety lubi w pewien sposób kategoryzować, systematyzować, szukać najróżniejszych powiązań i tak dalej..., i właśnie dlatego od pewnego czasu próbuję określać różne kraje/nacje pod względem tego w czym są najlepsze, czym wybijają się na tle innych. Czy na przykład kreatywność jest ich mocną stroną czy dobrze sprawdzają się w skomplikowanej produkcji, precyzyjnym wykonaniu albo czy może w liczbie odkryć naukowych biją inne na głowę. A jacy są Ci Brytyjczycy? Co zadecydowało o sukcesie Londynu? Według mnie odpowiedź jest prosta. Po prostu handel. Tak, to właśnie Londyn cały czas jest największym centrum finansowym świata i jakby nie patrzeć to Brytyjczycy mieli największy wkład w tworzeniu innych miejsc, w których codziennie przewijają się fortuny. Mam tu na myśli takie miasta jak Nowy Jork, Hongkong czy Singapur.
A według Was jaki czynnik zadecydował o sukcesie Londynu: uwarunkowanie geograficzne, historia, system rządów czy może najmłodsza gospodarka wolnorynkowa? A może to po prostu żyłka mieszkańców do interesów? ;) 

Since I have begun a topic, in a way 'commercial', I would like to bring up one important issue for me. Unfortunately I am a person who is fond of categorizing systematizing, looking for some interrelations and so forth... and that's why for some time I've been trying to define different countries/nations in terms of what they are good at, what makes them standing out from the crowd. Is the creativity their long suit? Are they good at the complicated production, precise execution? Or maybe they top other countries in a number of scientific discoveries. And how can you describe the British? How has London achieved success? According to me, the answer is really simple. Just trade. Yes, London is still the largest financial center in the world and after all the British have made the greatest contribution to the creation of other places where everyday real fortunes are cropping up. I mean cities such as New York, Hong Kong or Singapore.
And according to you, which factor has contributed to the success of London the most: the geographical conditioning, history, system of government or perhaps the youngest free-market economy? Or maybe it's just the business acumen of the residents? ;)

Cocomaya, 12 Connaught St, London, W2 2AF

W pierwszej kolejności chciałabym podziękować mojemu mistrzowi: Maciejowi Listwan a polecenie mi tego cudownego miejsca :) Ta przeurocza, mała piekarnio-cukiernia umiliła mi pewien londyński poranek. Samo miejsce jest po prostu śliczne. Przytulne, dyskretne, z przemiłą obsługą, wręcz idealne na nieśpieszną poraną kawę (w moim przypadku herbatę ;)) oczywiście z dodatkiem jakiegoś pysznego wypieku! :) 

Firstly I would like to thank my master: Maciej Listwan for recommending me this wonderful place :) This charming, small bakery-patisserie has brightened one of my mornings in London. The place is absolutely lovely! So cozy, discreet, with lovable service, ideal for deliberate half-day coffee (in my case tea ;)) of course with some delicious baking! :



A teraz bardzo mi przykro, znowu będę pisać na temat jedzenia, ale o takim miejscu po prostu nie można nie wspomnieć! Paxton & Whitfield - najstarszy brytyjski sklep z serami i wyrobami mlecznymi, założony w 1742, wybrany przez królową Viktorię na królewskiego dostawcę - to po prostu istny raj dla każdego smakosza serowego. Poza tym słowa Winstona Churchilla 'A gentleman buys his cheese only at Paxton & Whitfield' mówią chyba same za siebie :) Zresztą same odniesienie do dżentelmenów nie jest tutaj przypadkowe. Paxton & Whitfield znajduję się na bardzo znanej (przynajmniej w niektórych kręgach) ulicy -Jermyn Street, na której każdy prawdziwy brytyjski dżentelmen znajdzie coś dla siebie. Koszule, spinki, buty, marynarki, cygara, szelki, brzytwy do golenia..., a wszystko doskonałej jakości, sprzedawane przez stare, brytyjskie, uznane marki (takie jak Turnbull & Asser albo Thomas Pink). Wiem, że jestem płci przeciwnej, ale jestem zakochana w męskich koszulach, muszkach, krawatach i innych podobnych dodatkach... Ech, ten dreszcz na widok pięknej jedwabnej podszewki albo prawdziwej brytyjskiej koszuli z grubej bawełny... nie macie czegoś takiego? ;) 

I do fell sorry, I will write again about the food, but this place is really worth mentioning! Paxton & Whitfield, which is the oldest British cheese and dairy product shop, founded in 1742, chosen on the Royal Warrant holder by Queen Victoria, is simply a paradise for every cheese gourmet. In addition, the Sir Winston Churchill's words: 'A gentleman buys his cheese only at Paxton & Whitfield' say it all :) Anyway, the reference to the gentleman isn't accidental. Paxton & Whitfield is located in a very well-known (at least in some circles) Jermyn Street, in which every true British gentleman can find something for himself. Shirts, cufflinks, shoes, jackets, bracers, cigars, razors for shaving... and all of excellent quality, sold by old, British brands (such a Turnbull & Asser or Thomas Pink). I know I'm the opposite sex, but I'm simply fond of men's shirts, dicky bows, ties and other similar things ... Ah, have you ever felt a thrill of excitement at the sight of a beautiful silk lining or a true British shirt made of thick cotton... or maybe I'm a little weird? ;)

San Carlo Cicchetti, 215 Picasilly | Picadilly Circus, London, W1J9HL

Zważywszy na fakt, że jestem jednak czasami w miarę dobrą córką, pierwszego dnia pozwoliłam mojemu tacie wybrać restaurację (no dobrze, po prostu wiedziałam, że to będzie strzał w dziesiątkę ;)). Ech, co tu dużo pisać. Wszystko było absolutnie boskie... Ja jak zwykle ('rybomaniaczka') zamówiłam kolejne danie rybne do kolekcji i nie zawiodłam się. Lekkie, włoskie przekąski także zadowoliły moje podniebienie, ale chciałabym jeszcze wyjątkowo wspomnieć o pewnym zwykłym/niezwykłym szpinaku, który zamówiłam dodatkowo do dania głównego. Bo na jego przykładzie doskonale widać czym jest kwintesencja kuchni włoskiej. Zwykły, ale niezwykły, bo to przecież w prostocie tkwi siła. Szpinak był tak świetnie doprawiony, że chyba nigdy wcześniej nie jadłam lepszego. Miejsce świetne, klimatyczne, z miłą obsługą i oczywiście Włosi są właścicielami (tak, teraz już wszystko wiadomo... ;)). Gorąco polecam! :) 

Taking into consideration the fact that I am sometimes (but very rarely :P) a good daughter, the first day I let my dad choose the restaurant (okay, I just knew it would be a hit ;)). Eh, what can I say... Everything was absolutely divine... As always I ordered a fish dish (as a real 'fish-freak') and I wasn't disappointed. My palate was delighted by other Italian snacks as well. But I would also like to mention an ordinary/extraordinary spinach which I ordered as a sidedish to the main course, because it is an excellent example of the quintessence of the Italian cuisine. Plain, but unusual, because very often the simplier the better. The spinach was prepared so well I have never eaten better. The place has a great climate, friendly staff and of course the Italians are the owners (yes, yes, now everything is obvious... ;)). I highly recommend this very restaurant! :)



Jamie's Italian, Covent Garden 11 Upper St Martin's Lane, London, WC2H 9FB

Już kiedyś na blogu przyznałam się do mojej gorącej miłości do Jamiego, dlatego będąc w Londynie absolutnie musiałam odwiedzić jedną z jego licznych restauracji. Nie planowałam, że to będzie akurat ta restauracja. Po prostu pewnego wieczoru byliśmy bardzo głodni, a ona nagle ukazała się naszym oczom i... tak tak była włoska (czynnik decydujący). Może to przez godziny szczytu, tłok albo moje zbyt wysokie wymagania, ale niestety restauracja Jemiego jakoś nadzwyczajne mnie nie zachwyciła. Nie mogę powiedzieć, że była zła... po prostu przeciętna. Włoskie pasty, drobne przekąski, ryba, owoce morza - wszystko było w miarę dobre, ale nie wyśmienite czy jakoś wyjątkowo wysmakowane. Poza tym mimo przyjemnej atmosfery czułam się delikatnie zaniedbywana przez obsługę, co było zapewne spowodowane sporą ilością innych gości. Podsumowując, nie było jakoś bardzo źle, ale też nie wybitnie dobrze, grunt, że programy, książki, PRZEPISY Jemiego cały czas trzymają poziom :) 

I have already acknowledged on the blog my passionate love for Jamie and that's why having been in London I absolutely had to visit one of his restaurants. I haven't planned that it would be precisely this very restaurant, but one evening we were sooo hungry, and this restaurant suddenly appeared and... it was the Italian one (a deciding factor ;)). Maybe it was because of the rush hours, crush or my too high expectations, but unfortunately the Jamie's restaurant hasn't ravished me, not al all. I cannot say that it was bad... simply average. The Italian pastas, snacks, fish, seafood - everything was good, but not superb or extremely delicious. Moreover, despite of the pleasant atmosphere I felt slightly neglected by the service  what was probably caused by a large number of other guests. Summing up, the restaurant was nor very bad neither great, but the most crucial thing is that the programmes, books, RECIPES of Jamie keep the level all the time :)


Union Street Café, On the Corner of Great Suffolk Street & Union Street (47-51 Great Suffolk Street), London, SE1 0BS

Zaskoczę Was. Zgadnijcie na jaką kuchnię zdecydowaliśmy się ostatniego dnia...Tak, dobrze! Włoską! ;) Tym razem to ja wybierałam i nieskromnie przyznam, że to był absolutny strzał w dziesiątkę. Można co prawda nie przepadać za Gordonem, ale nigdy nie powinno podważać się jego kulinarnych zdolności, bo są po prostu wybitne. Oczywiście, że to jest tylko kolejna z jego baaaardzo licznych restauracji, ale naprawdę trzyma poziom godny samego Gordona. Wszystko, zarówno wnętrze jak i obsługa, ach... i jeszcze jedzenie było absolutnie doskonałe. Smak, podanie, faktura potraw były na naprawdę najwyższym poziomie. Powiedziałabym, że to prostota kuchni włoskiej w połączeniu z pewną niespodzianką, czymś nieoczywistym dawały taki efekt. W każdym razie to była chyba najlepsza restauracja z całego wyjazdu, więc naprawdę bardzo, bardzo gorąco polecam! :) 

I will surprise you. Guess which cuisine we chose the very last day... Yeah, right! The Italian one! ;) This time it was me who has decided which restaurant to go to and I have immodestly to say that it was an absolute bull's eye. Although you don't have to be keen on Gordon, but you should never undermine his culinary abilities, because they are simply outstanding. Of course, this restaurant is just another one of plenty of his restaurants, but it does keep the level worthy of the Gordon. Everything, both interior and service... and at last but never the least the food was absolutely excellent. The taste, appearance, texture of dishes were really top-level. I would say that the simplicity of Italian cuisine combined with some surprise, something not obvious gives such an effect. In any case, it was probably the best restaurant of the entire trip, that's why I recommend it very very much :)



Wiadomo, że skoro Design Museum zdecydowało się wziąć na warsztat twórczość Paula Smitha to musiało powstać z tego jakaś wyjątkowa wystawa. Może najpierw przedstawię Wam Paula, bo nie wiem czy wszyscy go kojarzycie. Hmmm... pewnie każdy z Was kojarzy kratkę Burberry, a czy różnokolorowe paski coś Wam mówią? Bo to jest właśnie znak rozpoznawczy Paula Smitha, baaaardzo brytyjskiego projektanta, który znany jest ze swojej miłości do klasyki, ale z jakąś nieoczywistą niespodzianką, np. do klasycznego garnituru różowe skarpetki, do marynarki jakiś kolorowy guzik albo jakaś szalona podszewka... styl określany jako: 'classic with a twist'. Smith zaczynał pod koniec lat 70-tych, a jego pierwszy sklep miał około 3 metrów kwadratowych. Projektant nigdy nie robił niczego na siłę, po prostu pracował i jak sam mówi miał to szczęście, że znalazł równowagę pomiędzy sprzedażą kolekcji do sklepów na całym świecie, prowadzeniem własnego sklepu i dodatkowo niezależną twórczością. A   do samej wystawy to trzeba przyznać, że jest bardzo kolorowa, pozytywna i inspirująca jak sam projektant. Design Museum świetnie wszystko przygotowało przede wszystkim od strony wizualnej. Pokój, cały obwieszony obrazami, robi wrażenie, tak samo zresztą pracownia, w której pracuje Paul. Poza tym możemy podziwiać także kolekcje projektanta, zdjęcia z magazynów oraz różne inne mniej lub bardziej prywatne przedmioty. Sama wystawa skupia się przede wszystkim na odczuciach wizualnych i estetycznych, nie jest to może ekspozycja, która jakoś niesamowicie poszerzy naszą modową wiedzę, ale na pewno wywoła uśmiech i zainspiruje :)

One thing is certain: if the Design Museum decided to get down to the Paul Smith's work, it must arise a really unique exhibition. Firstly I will present you Paul, because I'm not sure whether everyone knows him. Hmmm.. probably all of you associated British fashion with Burberry checker, but do multicolored stripes connote you something? Because this is the hallmark of Paul Smith: soooo British designer, who is known for his love of the classics, but with some non-obvious surprise, for example: a classic suit with bright-pink socks, a jacket with one colorful button or a crazy lining ... style described as 'classic with a twist'. Smith has started his carrier in the late 70s, his first store was about 3 square meters big. The designer has never done anything by force, just worked and as he has said, he is lucky to have found a balance between selling the collection to the stores all around the world, running his own shop and additionally freelance work. Coming back to the exhibition I must admit that it is so colorful, positive and inspiring as the designer himself. Design Museum has focused most of all on the visual side of the exhibition. A room which is entirely hung with paintings impresses, much like the atelier where Paul works. Besides, we can also admire the designer collections, photos from magazines and other more or less private objects. The exhibition focuses primarily on visual and aesthetic feelings. Maybe it isn't a kind of an exposition which broadens incredibly our knowledge about the fashion, but it definitely inspires and evokes a smile :)





'Club to catwalk London fashion in the 1980s', Victoria and Albert Museum 

Zacznę o tego, że niestety nie mam zdjęć z tej wystawy, bo jakiekolwiek fotografowanie było zabronione :/ A te które widzicie poniżej są z stałej ekspozycji, przedstawiającej w skrócie wszystkie epoki w historii mody. Wszystko ładnie i przejrzyście pokazane. Dla osób, dopiero zaczynających swoją przygodę z modą, jest to fajne przypomnienie. Natomiast sama wystawa o modzie lat 80-tych jest absolutnie świetnie przygotowana. Zarówno część wizualna jak i merytoryczna. I co dla mnie najważniejsze - poznałam wiele nowych nazwisk świata mody z tamtego okresu, różne ciekawostki i w końcu najistotniejsze: zobaczyłam lata 80-te z punktu widzenia londyńczyków i londyńskich klubów. Jak to wszystko na siebie nawzajem oddziaływało i jak wreszcie stało się bardzo prężnie rozwijająca się gałęzią brytyjskiej gospodarki, o czym zresztą mówiła sama Margaret Thacher. Naprawdę warto zobaczyć tę wystawę i polecam jeszcze książkę (nazwa taka sama jak wystawa), którą można kupić tam na miejscu w muzeum. Rozjaśnia wiele rzeczy i pozwala lepiej zrozumieć wystawę :) 

Unfortunately, I don't have photos from this very exhibition because taking any shoots there was prohibited :/ And those ones that you can see below present the permanent exhibition which is showing all epochs in the history of fashion at a glance. I would say that everything was shown pretty attractively and clearly. For the people who have just started their adventure with fashion, this very exhibition is a nice reminder. And the target exhibition about the fashion of the 80s is absolutely great prepared. Both the visual and substantive part. And what is the most important to me - I've got to know a lot of new names of the fashion world from that period, some tidbits of news and in the end the most crucial: I have seen years of the 80s from the point of view of Londoners and London clubs. How it all interacted with each other and how the fashion has finally become a very fast growing sector of the UK economy, as Margaret Thatcher has said. This exhibition is really worth visiting and I also recommend the book (a title is the same as the name of the exhibition) you can buy there on the spot in the museum. It brightens a lot and help you understand better the exhibition :)


W tym samym muzeum udałam się jeszcze na wystawę 'Masterpieces of Chinese Painting' , ale polecam ją tylko takim chińskim maniakom jak ja. Moi rodzice, którzy jednak preferują sztukę Zachodu byli trochę znudzeni, za to ja zachwycona! ;) // In the same museum I also visited an exhibition 'Masterpieces of Chinese Painting', but I recommend it only to such Chinese freaks as me. My parents, who rather prefer the Western art, were a little bored, but I was thrilled! ;)

Już kończę, bo post jest chyba rekordowo długi. W każdym razie mam nadzieję, że moje wskazówki będą dla kogoś przydatne podczas jego pobytu w Londynie :) Już Was żegnam i do zobaczenia wkrótce (może z jakiś cieplejszych rejonów? ;)). // I'm finishing this very post because it is probably exceptionally long. In any case, I do hope my tips will be useful for someone during their stay in London :) Goodbye and see you soon (maybe in some warmer areas? ;)).

Photos: Oleszka/Mamulka
Place: London, United Kingdom

Sunday, 24 November 2013

Pasta forever!


Dziś postaram się, żeby post był w miarę krótki i praktyczny (bądźmy dobrej myśli, a nuż się uda ;)). Może niektórzy z Was pamiętają mój post o "magicznym pudełku", który opublikowałam prawie rok temu. Post miał na celu przekonanie Was, że przy odrobinie dobrej woli można się codziennie zdrowo i racjonalnie odżywiać. Nie chce się powtarzać, bo wydaje mi się, że w tamtym poście udało mi się omówić wszystkie najważniejsze kwestie, ale chyba zbyt ogólnikowo potraktowałam dania główne (po prostu wierzę w waszą inwencję i pomysłowość ;)). Dla tych, którzy nie pamiętają o co chodziło w tamtym poście i nie mają po prostu ochoty go oglądać, wyjaśniam pokrótce, że postanowiłam przekonać wszystkich niedowiarków, iż wystarczy jedynie pół godziny oraz odpowiednie pojemniki i oczywiście składniki na przygotowanie wartościowego pożywienia na cały długi, zabiegany dzień. 
Jak już wspomniałam, nie napisałam wtedy jakichś dokładnych przepisów na dania główne, dlatego dziś postaram się nadrobić te zaległości :) Według mnie najszybsze i najprostsze w przygotowaniu a do tego smaczne i wartościowe są różnego rodzaju sałatki, kasze czy makarony. W dzisiejszym poście chciałabym się skupić na moich ulubionych sosach do makaronu. Najlepiej oczywiście smakują zaraz po przygotowaniu, ale na drugi dzień, na zimno też nie są takie złe (wyjątkiem jest sos serowy, który tężeje po schłodzeniu, ale za to idealnie nadaje się wtedy do smarowania kanapek). 

I will try to make my today post halfway short and practical (let's be optimistic and what if I succeed...;)). Maybe some of you can remember my post about the "magic box" I published almost a year ago. The post was to convince you that with a little of goodwill you can lead reasonably, healthy life everyday. I really don't want to rehearse, because it seems to me that in that very post I have managed to describe all the important issues, but probably I have treated  the main dishes too vaguely (I just truly believe in your creativity and ingenuity ;)). For those readers of my blog who don't remember what was actually going on in that post and are not eager to read it now, I explain briefly that in that post I have decided to convince all the doubters that you need only thirty minutes, the appropriate containers and of course valuable ingredients to prepare food for the whole long and busy day.
As I have said, I didn't write then some precise recipes for the main courses, that is why today I will try to make up for this very backlog :) According to me various kinds of salads, kasha or pasta are the fastest and the easiest in preparation and additionally tasty and valuable dishes. In today's post I would like to focus on my favourite sauces to pasta. They taste the best obviously immediately after preparation, but on the second day they are also not so bad (except for the cheese sauce which condenses the next day, but then it is ideal as a spread for a sandwich).

Blouse - Forever21, trousers - H&M, coat - Guess by Marciano, shoes - Vince Camuto, rainbow box - RICE people care - we care
Pewnie piszę już to dziesiąty raz z rzędu, ale jeśli ten wpis przekona chociaż jedną osobę do zmiany nawyków żywieniowych to było warto. Makaron naprawdę nie musi być niezdrowy i kaloryczny jeśli wybierzemy ten właściwy i przygotujemy go odpowiednio. Oczywiście najważniejsza jest mąka, z której jest zrobiony. Zamiast tej białej, przetworzonej w najwyższym stopniu i dodatkowo oczyszczonej ze wszystkich wartościowych składników, wybierajmy makaron z mąki pełnoziarnistej, razowej, gryczanej, pszenicy durum czy orkiszowej. Opcji jest naprawdę wiele. Wtedy zamiast prostego cukru, który błyskawicznie przedostaje się do krwi, dostarczamy naszemu organizmowi: cukry złożone (powoli przedostają się do krwi dzięki czemu przez długi czas czujemy się syci), roślinne białko, wiele witamin i przede wszystkim dobroczynny błonnik, który poprawia proces trawienny (sam nie ulega strawieniu, dlatego od niego nie przytyjemy), oczyszcza jelita z niestrawionych resztek pokarmu oraz zalegających toksyn. Dlatego nie bójmy się makaronu, ale też z nim oczywiście nie przesadzajmy, gotujmy al dente i cieszmy się jego boskim smakiem! :)

Probably I'm writing this information the tenth time in a row, but if this record convinces even one person to change their eating habits, then it was worth writing. The pasta really won't have to be unhealthy and fattening if we choose and prepare it accordingly. Of course the flour of which the pasta is made is crucial. Instead of white, processed in the highest degree, and further purified of all valuable components flour, select pasta made of wholemeal, buckwheat, durum wheat or spelled flour. You can choose among many options. Then, instead of the simple sugar that immediately enters the blood, you supply your body with: complex sugars (they leak slowly into the blood so that you feel satiated for a long time), vegetable protein, lots of vitamins and above all, beneficial fibre which improves digestive process (it isn't digested itself, so you don't get fat from it), cleanses the colon of undigested food and the lingering toxins. So don't be afraid of the pasta, but obviously don't exaggerate with the amount of it (even if it is the most delicious ;)), cook it al dente and enjoy its divine taste! :)

Sos dyniowy/ The pumpkin sauce
For about 4 servings 

500 g dyni, 1 opakowanie rukoli, świeża bazylia, 2 ząbki czosnku, masło, oliwa z oliwek, orzeszki piniowe, suszone zioła (bazylia, tymianek, oregano, rozmaryn), parmezan, świeżo mielony pieprz, sól morska do smaku

500 g pumpkin, 1 pack of rocket, fresh basil, 2 garlic cloves, butter, olive oil, pine nuts, dried herbs (basil, thyme, oregano, rosemary), Parmesan, freshly ground pepper, a pinch of sea salt

Wykrawamy miąższ z dyni* i kroimy go na małe kawałki, następnie gotujemy w posolonej wodzie ok. 5 minut aż zmęknie. Odcedzamy dynię i zachowujemy odrobinę wywaru z dyni. Na patelni rozgrzewamy masło i smażymy na nim przez chwilę drobno posiekany czosnek a następnie dodajemy dynię, sól, pieprz i smażymy aż się zarumieni. Dodajemy odrobinę wywaru z dyni, przyprawy, pół opakowania rukoli, tarty parmezan, prażone wcześniej na patelni orzeszki piniowe, mieszamy i gotujemy jeszcze przez chwilę. Gotowy sos mieszamy z makaronem na patelni, podajemy z resztą świeżej rukoli, świeżo mielonym pieprzem, listkami świeżej bazylii, tartym parmezanem i odrobiną oliwy. 

Cut out the pumpkin flesh and cut it into small pieces, next cook it in the salted water about 5 minutes till it becomes soft enough. Strain pumpkin and keep some brew from cooking. Fry garlic on the warmed butter and after a while add the cooked pumpkin, salt and pepper and fry till the moment the pumpkin becomes golden, add some pumpkin brew, herbs, a half of the package of rocket, fresh-grated Parmesan, before rusted pine nuts. Mix everything and cook for a while. Serve with the rest of the rocket, fresh-grated Parmesan, fresh basil, freshly ground pepper and a sprinkle of olive oil

*Nie zapomnijcie o pestkach, które można uprażyć w piekarniku, polecam! :)/ Don't forget about pumpkin seeds you can roast in an oven, I do recommend it! :)  




Sos orzechowo-serowy/ The nutty-cheese sauce
For about 4 servings  

250 g śmietany 18% lub gęsty jogurt, 100 g sera gorgonzola, parmezan (można też dodać inne sery) 1 cebula, masło, orzechy włoskie, świeżo mielony pieprz, sól morska do smaku

250 g cream 18% or thick yoghurt, 100 g Gorgonzola, Parmesan (you can also use other kinds of cheese), 1 onion, butter, walnuts, freshly ground pepper, a pinch of sea salt

Drobno posiekane orzechy podsmażamy na maśle razem z posiekaną cebulą. Dodajemy pokrojony ser gorgonzola, szczyptę soli i następnie śmietanę. Mieszamy całość i podgrzewamy do momentu rozpuszczenia się sera. Na koniec dodajemy jeszcze tarty parmezan i świeżo mielony pieprz. Ugotowany wcześniej makaron mieszamy z sosem i podajemy posypany pieprzem, parmezanem i orzechami (na drugi dzień sos staje się pastą - idealną do smarowania pieczywa :)). 

Fry finely chopped walnuts together with chopped onion on the butter. Add sliced Gorgonzola, a pinch of salt and cream. Mix all the ingredients and cook till the moment the sauce becomes creamy. At the end add some fresh-grated Parmesan and freshly ground pepper, add pasta prepared earlier and serve with freshly ground pepper and chopped walnuts (next day the sauce becomes a spread - an ideal one for every kind of the baker's good :)). 


Sos pomidorowy/ The tomato sauce:
For about 4 servings 

600 g dojrzałych pomidorów (lub tych z puszki), 3-4 ząbki czosnku, 1 cebula, oliwa z oliwek, parmezan, 1 papryka, suszone pomidory, świeża bazylia, oregano, suszone przyprawy (np. bazylia, tymianek, oregano, rozmaryn, pietruszka, papryka, czosnek, papryczka chilli), świeżo mielony pieprz, sól morska do smaku

600 g ripe tomatoes (or these from a can), 3-4 garlic cloves, 1 onion, olive oil, Parmesan, 1 pepper, dried tomatoes, fresh basil, oregano, dried herbs (basil, thyme, oregano, rosemary, parsley, paprika, garlic, chilli powder), freshly ground pepper, a pinch of sea salt

Na oliwie z oliwek podsmażamy drobno posiekany czosnek i cebulę, a następnie dodajemy pokrojone pomidory, część posiekanej świeżej bazylii, oregano, suszone przyprawy, suszone pomidory, sól i pieprz. Całość dusimy na małym ogniu, do momentu aż sos się zredukuje i zagęści. W międzyczasie pieczemy w piekarniku pokrojoną w małe kawałki paprykę (w naczyniu żaroodpornym, skoropioną oliwą i ewentualnie posypaną jakimiś przyprawami). Paprykę pieczemy do momentu aż znacznie zmięknie. Kiedy konstystencja sosu będzie już dla nas odpowiednia, przekładamy na patelnie pieczoną paprykę, całość jeszcze chwię gotujemy, dodajemy parmezan i łączymy z ugotowanym wcześniej makaronem. Podajemy z tartym parmezanem, świeżymi listkami bazylii i świeżo mielonym pieprzem. 

Fry finely chopped garlic and onion on warmed olive oil. Next add sliced tomatoes, a half of fresh basil, oregano, dried herbs, dried tomatoes, salt and pepper. Stew all the ingredients on a low heat till the moment your sauce becomes dense enough. In the meantime bake chopped pepper in the oven (in an oven dish with some olive oil and herbs). Bake pepper till the moment it becomes soft enough. When the sauce is creamy, add the baked pepper and cook all the ingredients for a while, add Parmesan and then pasta cooked earlier. Mix everything. Serve with fresh-grated Parmesan, fresh basil and freshly ground pepper.




Sos bakłażanowy/ The aubergine sauce
For about 4 servings  

1 bakłażan, 2 ząbki czosnku, suszone pomidory, orzeszki piniowe, oliwa z oliwek, sok z cytryny, świeża bazylia i natka pietruszki, szklanka zielonych sycylijskich oliwek, suszone przyprawy (bazylia, tymianek, rozmaryn, oregono, pietruszka, papryczka chilli), świeżo mielony pieprz, sól morska do smaku

1 aubergine, 2 garlic cloves, dried tomatoes, pine nuts, olive oli, lemon juice, fresh basil and parsley, cup of Sicilian green olives, dried herbs (basil, thyme, rosemary, oregano, parsley, chilli powder), freshly ground pepper, a pinch of sea salt 

Na rozgrzanej oliwie smażymy przez chwilę drobno posiekany czosnek, następnie dodajemy pokrojonego w drobną kostkę bakłażana i dusimy go na średnim ogniu do momentu aż zmięknie, co jakiś czas mieszając. W misce mieszamy razem drobno posiekane oliwki, bazylię, natkę pietruszki, sok z cytryny, sól, pieprz i suszone przyprawy, dodajemy wcześniej ugotowany makaron, wszystko dokładnie mieszamy. Podajemy z bakłażanem, tartym parmezanem i orzeszkami piniowymi. 

Fry finely chopped garlic on warmed olive oil. Next add cubed aubergine and stew on medium heat (stirring from time to time) till the moment the aubergine becomes soft enough. Mix finely chopped olives, parsley, basil, lemon juice, salt, pepper and dried herbs in a bowl, then add already cooked pasta. Serve with aubergine, fresh-grated Parmesan and pine nuts. 

Sos szpinakowy/The spinach sauce
For about 4 servings 

Świeży lub mrożony szpinak, czosnek, suszone pomidory, oliwa z oliwek, śmietana 18% lub gęsty jogurt, parmezan, ser brie, papryka, świeża bazylia, melisa, suszone przyprawy (bazylia, oregano, tymianek, rozmaryn, czosnek, papryka), świeżo mielony pieprz, sól morska do smaku 

Fresh or frozen spinach, garlic, dried tomatoes, olive oil, cream 18% or thick yoghurt, Parmesan, Brie, pepper, fresh basil, melissa, dried herbs (basil, oregano, thyme, rosemary, paprika, garlic), freshly ground pepper, a pinch of sea salt

Na rozgrzanej oliwie z oliwek smażymy przez chwilę drobno posiekany czosnek, po chwili dodajemy drobno pokrojoną paprykę, a następnie liście szpinaku. Dusimy wszystko na małym ogniu. Kiedy szpinak będzie już gotowy, dodajemy śmietanę, tarty parmezan, drobno pokrojony ser brie, świeże i suszone zioła, przyprawy, sól i pieprz. Mieszamy całość i łączymy z wcześniej ugotowanym makaronem. Podajemy ze świeżo mielonym pieprzem, parmezanem, świeżymi listkami bazylii i melisy. 

Fry finely chopped garlic on warmed olive oil, after a moment add chopped pepper and spinach next. Stew on a low heat till the moment the spinach is ready, then add cream, fresh-grated Parmesan, chopped Brie, fresh and dried herbs, salt and pepper. Mix all the ingredients and add pasta cooked earlier. Serve with freshly ground pepper, fresh-grated Parmesan, fresh basil and melissa. 



*Nie, to nie jest lokowanie produktu, moje tęczowe pudełko dostałam już bardzo dawno temu w prezencie. A ponieważ jest tak niesamowicie stylowe to często zastępuje mi torebkę ;) W moim idealnym świecie każdy chodziłby z takim pudełkiem, zamiast będac wygłodniałym odwiedzać fast foody lub zapychać się jakąś gotową, bezwartościową chemią. Stwórzmy nową modę na tęczowe pudełka, byłoby tak pięknie :) 

*No, this is not a product placement, I got my rainbow box a long time ago as a gift. And because it is so incredibly stylish, it often replaces my it-bag ;) In my ideal world, everyone would walk with their box, instead of making pig of themselves eating junk food in fast food restaurants or other ready-made chemistry. Let's create a new fashion for rainbow boxes, then it would be so lovely and healthy :)

Photos, cooking:  Weronika Kowalczyk, Oleszka, Sebastian Zieliński 

Sunday, 20 October 2013

My private 'choc-tail' party

Prawie rok temu pisałam o mojej słodkiej wizji świata (czyli wizji z punktu widzenia osoby, która myśli żołądkiem ;)). Stwierdziłam, że świat jest tak naprawdę bardzo prosto skonstruowany: dzieli się na ciasteczkowych potworów i czekoladoholików. 

Nearly a year ago I was writing about my sweet vision of the world (it means a vision from the viewpoint of the person who thinks using stomach pretty often ;)). It has occurred to me that the world is at bottom really simply constructed: it is divided into cookie monsters and chocoholics. 

I o ile mnie pamięć nie myli, już Wam opisywałam moje liczne czekoladowe romanse (tak, tak, zaliczam się do tej drugiej grupy ;)), dlatego dziś będzie o moim nie tak dawnym odkryciu, o książce, która mam nadzieję odmieni oblicze mojego... piekarnika? :p

If my memory serves me right, I have been describing you my numerous chocolate romances (bang on, I count among this second group ;)), that is why I have decided that today I am showing you my latest swag, a book that will change (at least I hope so) the visage of my... oven? :p



Ghirardelli... mówi coś Wam ta nazwa? Miłośnikom czekolady powinna :) Jest to jedna z najstarszych i najbardziej znanych manufaktur czekolady w Stanach, której wyroby kusiły mnie po prostu na każdym kroku i pod każdą postacią podczas mojej ostatniej podróży (szczególnie w San Francisco). Nic w tym dziwnego, w końcu Domingo Ghirardelli, młody, włoski praktykant, wyjechał ze swoimi słodkimi marzeniami właśnie do San Francisco i tam rozpoczął swoją czekoladową przygodę. 
Kiedy podczas mojego pobytu w SF zwiedzałam dziesiątą z rzędu manufakturę, fabrykę, pijalnię czy sklep... (oczywiście wszystko czekoladowe), ujrzałam ją - 'The Ghirardelli Chocolate Cookbook' i już wtedy wiedziałam, że dzięki niej życie moje i moich znajomych stanie się dużo bardziej słodkie niż dotychczas :) 

Ghirardelli - does it ring the bell? What is your first association? If you are a chocolate lover and you don't know what is going on... you should fell deep shame! This is one of the most famous and oldest chocolate company in the USA whose products were alluring me simply wall-to-wall and in every form during my latest trip (especially in San Francisco). It is not surprising, at last Domingo Ghirardelli, a young Italian apprentice, followed his sweet dreams precisely to San Francisco and his chocolate adventure began there. 
When during my stay in SF I was visiting (for the umpteenth time) chocolate manufacture, pump room, factory, store and so on... I could see it - 'The Ghirardelli Chocolate Cookbook' und at this very moment I have already known that thanks to this very book my and my friends life becomes much sweeter than before :) 

A co byście powiedzieli na 'choc-tail' party? Czyli imprezę, w której główną rolę odgrywa właśnie nasza bogini czekolada...;) Wszyscy 'uzależnieni' oddają jej cześć poprzez przemienianie jej w nieziemskie desery, poprzez próbowanie, smakowanie, delektowanie się jej wyglądem, smakiem, zapachem, fakturą... Zamiast pochłaniać bezmyślnie tonę czekolady, spróbujcie zabawić się w smakoszy, a co tam, zaciągnijcie się po prostu czekoladą! ;)

Are you looking for a new way to make parties more memorable and special? Host a 'choc-tail' party! I mean a kind of a meeting in which the chocolate goddess plays the leading role ;) You are gathering entirely around chocolate... and all 'addicted' worship the goddess transforming her into a plenty of amazing chocolate desserts, savouring her with all their senses, admiring her appearance, aroma, texture, flavor... Instead of shifting a tonne of chocolate, try to fell like a real gourmet, simply pull at chocolate! ;) 



Dzisiaj pierwszy z przepisów z mojej czekoladowej Biblii i to zarówno dla czekolado- jak i ciasteczkoholików :)

Today I am showing you the first recipe from my chocolate Bible, not only for the choco- but also cookieholics :) 

Ultimate double chocolate cookies 
(for 24 cookies)

360 g czekolady gorzkiej (60% lub więcej kakao / 2 cups bitter chocolate chips (at least 60% cacao)
6 łyżek stołowych niesolonego masła/ 6 tablespoonfuls unsalted butter
3 duże jajka/ 3 big eggs
200 g cukru/ 1 cup sugar (or less ;))
40 g mąki/ 1/3 cup all-purposed flour
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia/ 1/2 teaspoonful baking powder
360 g czekolady mlecznej/ 2 cups milk chocolate chips 

Rozpuszczamy gorzką czekoladę w kąpieli wodnej, mieszając do momentu aż będzie płynna i aksamitna. W dużej misce ubijamy za pomocą miksera jajka z cukrem na gęstą i puszystą masę, następnie dodajemy delikatnie do rozpuszczonej czekolady cały czas mieszając. W małej miseczce mieszamy mąkę razem z proszkiem do piecznia i dodajemy razem z wcześniej pokrojoną na małe kawalki mleczną czekoladą do czekoladowej masy. Wszystko bardzo delikatnie mieszamy. Następnie dzielimy miksturę na dwie cześci i z każdej za pomocą folii kuchennej kształtujemy dwa walce o średnicy 5 cm i długości około 20 cm. Ciasto może być miękkie, dlatego owijamy je dość mocno folią, żeby zachowało kształt walca. Następnie zchładzamy przynajmniej godzinę, aż mikstura stężeje. Rozgrzewamy piekarnik do 190 stopni Celsjusza i wykładamy blachę papierem do pieczenia. Schłodzone ciasto odwijamy z folii i za pomocą ostrego noża kroimy na 2 cm plasterki, które na blasze układmy w odległości 3-4 cm od siebie. Pieczemy przez 12-14 minut, do momentu aż wierzch będzie chrupiący a wnętrze ciągle płynne. Odkładamy do ostygnięcia. Można je przechowywać w szczelnym pojemniku przez tydzień, ale... szczerze mówiąc nie zobaczycie już ich następnego dnia ;) To gwarantuję! :)

Melt the bitter chocolate chips and butter in a heatproof bowl over barely simmering water, stirring occasionally until smooth. In a large bowl, beat the eggs and sugar with an electric mixer until thick; stir in the chocolate mixture. In a small bowl, stir together the flour and baking powder; stir into the chocolate mixture. Gently mix in the chocolate chips. Using a sheet of plastic wrap, form the dough into two logs, each 2 inches in diameter and about 8 inches long. Because the dough will be quite soft, use the plastic wrap to hold the dough in the log shape. Wrap tightly; refrigerate for at least 1 hour or until firm. Preheat the oven to 375 degrees Fahrenheit. Line a cookie sheet with parchment paper. Unwrap the dough. With a sharp knife, cut the dough into 3/4-inch slices. Place the slices 1 and 1/2 inches apart on the prepared cookie sheet. Bake for 12 to 14 minutes, until a shiny crust forms on the top of the cookies but the interior is still soft. Let cool on the cookie sheet. Then remove from the cookie sheet with a metal spatula. Store in an airtight container at room temperature for up to one week. But frankly speaking you will be probably forced to bake them next day as well ;)

Photos, backing:  Weronika Kowalczyk,  Oleszka  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...