Dzisiejszy post jest początkiem zmian,
jakie będą zachodzić na tym blogu. Zmian ani na lepsze, ani na gorsze, po
prostu zmian. Blog się zmienia, pasja pozostaje ta sama :)
Stało się, zdradziłam go, a właściwie je
wszystkie: płaszcze, płaszczyki, te dłuższe i krótsze, te grubsze i cieńsze, te
dwu- i jednorzędowe..., każdy inny, ale łączyło je jedno - wszystkie były
wiązane w talii. Wcześniej płaszcz bez paska lub przynajmniej wcięcia w talii
nie był dla mnie płaszczem, dlaczego więc nagle, niespodziewanie wdałam się w
ten dziwny, niebezpieczny romans z... płaszczem w męskim stylu? Wiem, że może
nie myślę racjonalnie, w końcu: kobieta = damski krój, mężczyzna = męski krój,
ale to zauroczenie jest silniejsze. Najgorsze jest jednak to, że wcale nie
żałuję mojej zdrady, dobrze mi w nowym związku. Może dojrzałam? Dojrzałam do
tego by czuć się kobieco bez falbanek, koronek, błysku i cekinów, by tak po
prostu w białej koszuli, czarnych spodniach i prostym płaszczu być sobą.
Płaszcz - Pinko, spodnie - Ralph Lauren, koszula -
DKNY, pasek - Coach, buty - Aldo/Zara
fotograf: Szymon
Pawica/Michał Stańczyk
miejsce: Budynek Wolf Bracka
miejsce: Budynek Wolf Bracka








