Myślę, że dla wielu osób Niemcy
jako kraj stanowią dość ujednolicony obraz. Jednak to tylko pozorne wrażenie.
Jako specjalistka "od wszystkiego co niemieckie" ;) mogę powiedzieć,
że każdy land, nawet miasto jest zupełnie inne od reszty. Jeśli miałabym już przejść
do klasyfikacji to podzieliłabym Niemcy na północne i południowe. Nie będę
ukrywać, bliżej mi do tych południowych, kulturowo związanych z Austrią i
Szwajcarią, niż do surowej, minimalistycznej północy, często przypominającej
kraje skandynawskie. A do jakiej kategorii zalicza się Drezno? Według mnie stoi
gdzieś pośrodku. To miasto z bogatą historią, zniszczone doszczętnie podczas II
wojny światowej, potem ciężką pracą odbudowane. I to nowe Drezno na tle starego
robi wrażenie, choć tradycyjne śledzie podawane na ciepło nie przypadły mi do
gustu ;)
Ampelmann - czyli
pozostałość po NRD, teraz otrzymał miano kultowego
Konstancja, bardziej Niemcy czy Szwajcaria, skoro leży na granicy... Jedno jest pewne, to miasto, które żyje powoli, swoim
beztroskim życiem. Wszystko jest idealne, czyste, uporządkowane. Co chwila
mijają mnie rowery (co dla mnie jako Warszawianki jest raczej rzadkością), nikt się
nigdzie nie śpieszy, z każdym krokiem widzę to coraz ładniejszy domek - stoi w
równym rządku, w ogrodzie równo poprzycinane krzaczki, kolorowe kwiatki..cóż za
rogiem przecież jest Szwajcaria ;)
Poza tym jezioro (Bodeńskie) jest oczywiście wyczyszczone na błysk, a
zaraz obok można zjeść pyszne ryby, przyrządzone w obłędny sposób - jako
rybomaniaczka czułam się usatysfakcjonowana ;)
Jednym słowem życie idealne, przynajmniej na parę dni...
Bluzka -
Intimissimi, spodenki - Topshop, torebka - Karl
Lagerfeld
St. Gallen - małe, zaspane, szwajcarskie miasteczko, z jednej strony
góry, z drugiej jezioro..., tylko Ci, którzy dobrze mnie znają wiedzą po się
tam udałam ;)
fotograf: Oleszka/Z.